Co wybrać? Na co zwrócić uwagę? Jak dostosować stary ploter do funkcjonalności na lodzie?

Jak widać za oknem, mamy piękną zimę – nie tylko na Mazurach. Praktycznie wszystkie jeziora w Polsce są skute bezpieczną pokrywą lodową. Ja z tego powodu bardzo się cieszę, bo uwielbiam takie wyprawy, w których poszukuję zimowych okoni.

Czy echo jest nam potrzebne na lodzie?

Uważam, że tak! Pierwsza i jedna z najważniejszych opcji to batymetria jeziora. Łowię okonie świadomie i dobieram typowe miejsca, w których mogą przebywać. Niejednokrotnie kończąc sezon w grudniu, zaznaczam miejsca, w których spotykam późnojesienne okonie. Bez nawigacji bardzo ciężko trafić w te punkty. Nie ma co się oszukiwać – trzeba się cieszyć lodem, bo co roku szybko schodzi albo go wcale nie ma. Drugą kluczową opcją jest czujnik i klasyczny sonar – z tą różnicą, że ja używam przetwornika typowo podlodowego. Czym różni się od standardowego, który mamy w zestawie? Budową: ma kształt stożka, który umożliwia centralne wysyłanie sygnału względem dna. Przy zwykłym przetworniku musimy pilnować dobrego ustawienia względem dna – wiąże się to z kilkoma przesunięciami, pochyleniami itp. Szkoda czasu! Czujnik podlodowy ma tę zaletę, że wystarczy założyć kawałek pianki na przewód, a sam automatycznie ustawi się w poziomie na kablu. Trzeba tylko pamiętać, że przy grubej tafli lodu lepiej wysunąć więcej kabla, tak aby przetwornik znajdował się pod taflą. Dzięki temu unikniemy zakłóceń.
Kolejnym plusem dedykowanego czujnika na lód jest miękki, elastyczny przewód, z którym nie ma problemów nawet przy mrozach poniżej -20°C. Pracuje na tych samych częstotliwościach co standardowy, czyli 83 kHz oraz 200 kHz. Ja mam ustawioną tę drugą – węższą wiązkę, dzięki której widzę centralnie wszystko, co dzieje się pod moją dziurą w lodzie. Takie ustawienie umożliwia dokładne śledzenie opuszczania maleńkiej mormyszki, będącej często o wadze 0,5 g! Centralne ustawienie pod otworem daje możliwość dokładnego odczytu, czy są wklejone w dno ryby. Bardzo często objawia się to zgrubieniem, które wygląda jak dno, ale zapis pod żółtą linią przebarwia się na niebiesko-granatową. Dzięki sondzie na lodzie widzę, jak reagują ryby na moje przynęty, prowadzenie i czy wchodzą na miejsca żerowania. Niejednokrotnie miałem pod swoją dziurą 3-4 duże okonie, które nawet nie chciały się podnieść do moich przynęt. Bez echosondy odszedłbym z takiego miejsca, myśląc, że nie ma tam ryb.
Echo – a mianowicie stary Lowrance HDS 7 z przetwornikiem – daje mi możliwość zastosowania mniejszej przynęty i dopasowania prowadzenia. Praktycznie na każdej wyprawie widzę na własne oczy, jak ryby potrafią wysoko podnieść się od dna i dopiero zdecydować na branie 2-3 m nad dnem!
Poniżej kilka fotek:

Stary poczciwy HDS 7 z przetwornikiem podlodowym.
Tu, gdzie się znajduje „+”, jest moja maleńka mormyszka – i widać nadchodzącego okonia.
Branie okonia.

 

Hol ryby, którą odprowadzają dwaj inni zbóje w paski.

Jednak z biegiem lat technologia poszła znacznie do przodu i pojawił się LIVE. Na samym początku nie czułem tematu, bo trzeba było zabierać ze sobą dużą ilość kabli, monitor, moduł, przetwornik i prowizoryczne sztyce. Mając LIVE, wolałem zabrać swoją starą 7-mkę . Zmieniło się to na lepsze w tym roku, gdy ukazał się nowy model Lowrance Eagle Eye 9. Już po przeczytaniu opisu po premierze nowego urządzenia pierwsze, o czym pomyślałem, to że jest to echo typowe do wędkowania podlodowego. Dlaczego? Lekki, 9-calowy monitor, czujnik LIVE z opcją łowienia pionowo i do przodu, brak modułu – co oznacza mniej kabli i mniejszą wagę. Kolejną zaletą zestawu na lód są przyciski bezdotykowego ekranu. Bez problemu zmieniamy obraz, nie zdejmując rękawiczek, plus slot na kartę.
Na tym ploterze zapis okoni widać nieco inaczej – szerzej, co umożliwia widok ryb wpływających pod dziurę. Bardzo fajną opcją do szukania aktywnych ryb jest przełączenie z widoku w dół na przód. Przy obracaniu sztycą dookoła możemy bez problemu śledzić i świadomie tropić ryby. Kolejnym usprawnieniem podlodowego LIVE-wania jest nierdzewna, regulowana sztyca ICE POOL dedykowana do łowienia podlodowego. Składa się ze składanej rączki, obrotowej sztycy, teleskopowej rurki (dzięki której dopasujemy długość do grubości tafli lodowej) oraz uchwytu do przetwornika w pozycji pionowej i poziomej.

Lowrance Eagle Eye 9.
Widok w dół – obserwujemy mormyszkę i zainteresowanego okonia.
Widok do przodu – widać odległe stado okoni, 20 m od mojej dziury.
Zimowy łobuz!

Podsumowując: batymetria pozwala trafiać w ulubione miejsca późnojesiennych okoni, podlodowy przetwornik z elastycznym kablem i wąską wiązką (200 kHz) daje centralny obraz pod dziurą – śledzisz maleńką mormyszkę 0,5 g i reakcje ryb, nawet te wklejone w dno. Stary HDS 7 z adapterem działa rewelacyjnie, a nowy Lowrance Eagle Eye 9 z LIVE i sztycą ICE POOL to krok naprzód: lżejszy, bez modułu, z widokiem do przodu na stada 20 m dalej.

Mimo technologii, jaką dysponujemy w tych czasach, zawsze potrzebujemy szczęścia, dużo doświadczenia i wędkarskiego nosa. Technologia nie łowi ryb – pomaga nam szybciej je zlokalizować, jeśli dobrze z niej korzystamy. Resztę mamy tylko w swoich rękach. Łówcie świadomie – a czy z najnowszą technologią, to już zależy od Was. Zimy są coraz krótsze, lód nie czeka!

Pozdrawiam 

Piotr Duda