1. Jak powstała wasza przynęta i dlaczego postanowiliście ją zrobić. Co Wam to dało?

Duduś: Jest to dość długa historia. Gdyby na mojej drodze nie pojawił się Borys, wiele wspólnych pomysłów na pewno by nie ujrzało światła dziennego. Dzięki niemu poznałem również Przemka, kolejnego pozytywnego świra, z którym wspólnie zaczęliśmy latać na ryby. Doszliśmy do wniosku, że fajnie by było mieć swojej produkcji przynęty, które będą skuteczne na szczupaki. Było to dla mnie duże wyzwanie i nie byłem pewien czy uda mi się poprowadzić pracę do końca. Borys jednak ciągle mi powtarzał, że jak udało mi się zbudować Mazurskiego Lunda, to gumę też zrobię. Projekt przynęty traktowałem bardzo poważnie, to w jakimś stopniu mój sprawdzian z wieloletniego doświadczenia, które zdobywałem na Mazurskich akwenach. Chciałbym, aby przynęta była skuteczna w trolingu i łowieniu z ręki.

Borys: Jest to wyniki kipiącej i bulgoczacej w nas zajawki. Każdy z nas poza rybami szuka sposobu na wyrażenie siebie. Staramy się kręcić naszym wędkarskim światem robiąc ciuchy, wycieczki, jakieś filmiki czy odlewając przynęty. Ryby to tylko część całej układanki. W każdym z nas drzemią różne talenty i szkoda żeby się marnowały. 

Poza satysfakcją, którą dostarczyła nam pierwsza i każda kolejna ryba złowiona na Tysona strasznie się jaramy nowymi rozwiązaniami czy skillami, które opanowaliśmy. Przy tym wszystkim naprawdę dużo się uczymy. Strasznie miła akcja. Jestem bardzo dumny z chłopaków.

Przemo: Jak powstała przynęta? Chwilę to potrwało zanim ujrzała światło. Piotrek z Borysem od jakiegoś czasu mówili o pomyśle zrobienia swojej angry paikowej gumy szczupakowej. Mieli pomysł w głowie, ale nie do końca wiedzieli jak się za to zabrać. Ja się wygadałem, że coś tam kiedyś odlewałem i postanowiliśmy zrobić ten projekt wspólnie. Dlaczego? Bo marzenia i plany trzeba realizować. Co nam to dało? Dobrą zabawę.

2. Czy ciężko było zrobić przynętę i skąd wziął się pomysł na kształt?

D: Hmm… od pierwszych rozmów do pierwszego ruchu nożykiem w lipie upłynęło około 3 miesięcy. Najgorzej było się zebrać i zacząć robić kształt. Kawałek lipy zebrałem ze sobą na wycieczkę do Szwecji, który na dnie bagażnika nabierał mocy przez całą wyprawę 🙂 Kształt PikeTysona jest mojego autorstwa. Zależało mi, żeby kształt był oryginalny- chyba się udało 🙂  Guma pięknie lusterkuje w wodzie, świetnie zamiata ogonem w opadzie i przy najwolniejszym prowadzeniu zawsze pracuje. Waga to 95g i 22 cm długości. Duży Mazurski kaliber!!!

B: Nie było chyba tak ciężko jak myślałem że będzie. Na szczęście jest Pioter, który ma warsztat bogato wyposażony, smykałkę do drewna i mega kumatego tatę, który służy radą. Jest Przemo, który chyba w poprzednim wcieleniu wstawiał silikonowe balony laskom bo znał już naprawdę dobrze materiał i wiedział jak się z nim obchodzić. A do tego każdy z nas ma pojęcie o rybach i przynętach, co było dość pomocne.

O sobie pisać nie będę, może któryś z chłopaków coś napisze 🙂 Aha i co ważne to trzeba mieć w ekipie fajnych ludzi, trochę determinacji i dużo zajawy!

P: To pytanie do Piotrka. Czy ciężko? Kilka dni spędził w garażu.

3. Jak długo ją robiliście?

D: Pracę nad guma trwają już kilka miesięcy. Od tamtej pory powstały 3 różne kształty. Całe szczęście pierwszy prototyp, który powstał, przyjął się. Pierwsze odlewy gum, które wylądowały do wody były bardzo stabilne, nie obkręcały się i nie pracowały bokiem. Zarówno z obciążeniem jak i na samym  wkręcie zachowywały się tak samo.

B: Pierwsze sztuki były gotowe na wczesną jesień 2019. Sporo czasu zajęło stworzenie kształtu. Potem trwały walki z dopracowywaniem form. Według mnie cały projekt zajął nam sporo czasu. Jak udało nam się otworzyć jedne drzwi to za nimi okazywało się, że są kolejne zamknięte drzwi i kolejne. Zawsze chcieliśmy coś poprawić, coś zmienić, sprawdzić nowy materiał więc tak naprawdę nie było to takie hop siup.

P: Od momentu kiedy już tak na serio postanowiliśmy działać, minęło z dwa tygodnie i gotowa guma wylądowała w wodzie.

4. Jakie są zalety tej przynęty: jak pracuje, z jakich materiałów została wykonana?

B: Zaletą jest to, że tworzymy ją w oparciu o nasze doświadczenia i stworzyliśmy ją od początku sami. Pracuje tak jak chcieliśmy- fajnie kolebie się na boki i ma mocna pracę ogona. Nadaje się zarówno do łowienia takim nazwijmy to szczupakowym opadingiem, jak i świetnie sprawdza się w jednostajnym prowadzeniu, czy trollingu. Przerobiliśmy sporo materiałów i na bank nie ma co oszczędzać bo tanie materiały utrudniają nasza pracę i powodują większe straty w materiale. Aktualnie korzystamy z belgijskiego i polskiego silikonu.

P: Jakie zalety? Zaletą każdej gumy handmadowej jest to, że można ją zmodyfikować i dostosować do każdego łowiska. Są gumy z fabryki, które muszą być uniwersalne i powinny sprawdzać się na większości łowisk, ale wszyscy wiemy, że są wody gdzie sprawdza się tylko jeden konkretny kolor, kształt i praca. To są detale które możemy zmieniać i robić gumy pod konkretną wodę. Gumy zrobione są z belgijskiego plastisolu, teraz sprawdzamy polski materiał.

5. Jak myślicie na jakiej wodzie wasze przynęty sprawdzą się najlepiej?

D: Nasze przynęty sprawdzą się w każdych warunkach. Trzy podstawowe kolory w zupełności wystarczą aby potwierdzić skuteczność na wszystkich zbiornikach w Europie. Przez kształt i stabilną pracę można bez żadnych problemów łowić na rzekach.

B: Naszym poligonem są duże jeziora i to właśnie pod występujące tam duże szczupaki została stworzona ta guma. Wiadomo, każda wodza rządzi się swoimi prawami dlatego jest kilka wariantów kolorystycznych- każdy powinien znaleźć coś na swoją wodę. Bez dwóch zdań guma też sprawdzi się na szkierach czy na rugii po prostu musi tam trafić.

P: Po części odpowiedziałem na to pytanie wyżej. Gumy sprawdzają się na naszych wodach – Dadaj i Wielkie Jeziora Mazurskie. Sprawdzą się na pewno na wszystkich wodach, gdzie występują duże szczupaki.

6. Czy się czymś inspirujecie? Czy wybrane przez was kolory to dzieło przypadku czy stawiacie na sprawdzone kolory?

D: Pamiętam jak dziś, jak mały Staś wybierał kolory pigmentu i brokat dla swojego taty po czym powstał jaskrawy czerwony kolor gumy z dużą ilością brokatu. I tak o to powstał kolor o nazwie STANLEY. Jest to kolor który uratował nam skórę na zawodach VFF. Mieliśmy wtedy 4 punktowane ryby. Kolor seledynowy i klasyczny policjant to barwy, które powinien mieć każdy doświadczony wędkarz w swojej skrzynce.

B: Inspiracje czerpiemy z wizji narkotycznych i starych, mazurskich legend przekazywanych drogą ustną z pokolenia na pokolenie. Na ten przykład kolor Stanley, który powstał jako pierwszy to była wizja mojego 3 letniego syna Stasia. Pojechaliśmy wspólnie na spotkanie z ekipą, pokazał jaki kolor mamy użyć i czego tam dosypać. Wyszło mu to naprawdę wzorowo! #MojaKrew Guma w tym kolorze od razu kosiła dobre ryby! Na cześć młodego ten kolor nazywa się Stanley. Poza wszystkim cały czas myślimy, coś rozkminiamy i szukamy inspiracji. Na bank będziemy się trzymać kilku głównych kolorów, reszta to będą krótkie serie przedstawiające to co mamy w naszych chorych baniach.

P: Każdy z nas miał swój pomysł na sprawdzony kolor i to robimy w tej chwili.

7. Często mówi się , że wędkarze wierzą w przynętę. Jak ryby widzą tę przynętę, czy będzie łowna- wierzycie w swoje przynęty ?

D: Wiara w przynętę rosła każdego dnia od pierwszych rozmów żeby zrobić projekt i go wykonać. Jest w tę przynętę włożone doświadczenie 3 różnych wędkarzy, którzy mają inne techniki łowienia i prowadzenia. Mam nadzieję, że każdemu z nas ta przynęta jest bliska sercu. Wierzę w to, ponieważ prace trwają nad nią ciągle 🙂 Nigdy się nie zastanawiałem jak ryby widzą naszą przynętę. Ja widziałem pewien swój schemat jak ma pracować i wierzyłem w to, że jak spełnia te wszystkie warunki to będę z końcowego efektu zadowolony, a jeżeli mi się będzie podobała praca gumy to i rybą też się spodoba.

B: Jest łowna o czym przekonaliśmy się sami i co potwierdziło nam już kilku zaprzyjaźnionych wędkarzy. Ten sezon na bank potwierdzi skuteczność Tysona. A jak ryby widzą nasza przynętę???  hmmm mam nadzieję że mówią ” o kur*** ta jaka zajebista!!!”

P: Wierzyliśmy, że nasza przynęta będzie łowna, a przekonaliśmy się o tym pierwszego dnia na rybach 😉

8. Jak wyglądają prace nad przynętami? Czy wszyscy bierzecie udział na każdym etapie począwszy od kształtu koloru testów czy nawet wyborze nazwy? Czy jest burza mózgów ?

D: Od samego początku prowadzimy wspólnie rozmowy i dokonujemy wspólnych decyzji. Przy robieniu wzoru przynęty nagrywałem filmiki, opisywałem wymiary, tłumaczyłem cały zarys przynęty. Każda uwaga i korekta była skrupulatnie przemyślana i przegadana. Dzięki temu że każdy z nas ma spory bagaż doświadczeń. Rozumiemy się bardzo dobrze. A co do nazwy naszej przynęty to chyba najdłuższy etap całej naszej przygody

B: Wszyscy biorą udział w tworzeniu przynęty. Bardzo dużo rozmawiamy, dzielimy się swoimi obawami, spostrzeżeniami i pomysłami. Proces tworzenia to trochę taki żywy organizm- musi być komunikacja oraz zaangażowanie każdego “organu”. Oczywiście każdy odpowiada za swoją część jednak i tak koniec końców decyzję podejmujemy wspólnie. Często też nie jest łatwo dojść do konsensusu, ale póki co jakoś to wychodzi i jest OK.

P: Podział jest taki, że Piotrek struga wzory i odlewa, Borys maluje, ja robię formy i odlewam. Burza mózgów jest cały czas, ciągle staramy się coś ulepszyć i podnosimy sobie poprzeczkę.

9. Opowiedzcie historię z wyjścia na ryb związaną z tą przynętą.

D: Nigdy nie zapomnę treningu oraz zawodów VFF. Ja razem z Brysem czekaliśmy na resztę uczestników zawodów. Udało nam się wyrwać na wodę około 13.00. Zabraliśmy tylko nasze gumy, mocne kije i ruszyliśmy Mazurskim Lundem na pobliskie miejscówki. Borys jak to Borys – dziecko szczęścia,  chyba w 5 albo 6 rzucie trafia piękna grubą 80-tkę na kolor STANLEY. Radość była tak potężną, że chyba wszyscy: wędkarze i kormorany słyszeli nas z 10km 🤣 W kolejnym ustawieniu trafia kolejna ryba, oczywiście na STANLEY. Ja zmieniłem szybko kolor na STANLEY  i w  kilku rzutach trafiam swojego pierwszego szczupaka na nasza gumę. Przyszedł czas na zawody. Pierwszego dnia nie połowiliśmy jak i reszta ekip, ponieważ szalał mazurski sztorm. Ostatniego dnia mieliśmy piękną słoneczną pogodę bez wiatru. Totalna patelnia… w pierwszych rzutach już mieliśmy brania. Ja trafiłem jednego punktowanego 60+ szczupaka. Borys traci ogon w kolorze STANLEY… Mój wariat wisiał na agrafce przez 8 godzin i dzielnie wywalczył jeszcze 3 ryby. Borys po stracie gumy nie miał żadnego kontaktu na przynęty innych producentów. Po tej turze padło na 5 łódek tylko 7 ryb z czego 5 ryb na naszego PikeTysona.

B: Chyba najbardziej utkwiła mi w pamięci pierwsza ryba trafiona na tą przynętę, a w zasadzie dwie pierwsze ryby, bo obie wyjechały w odstępie 15 minut. Najpierw szczupak +/- 70 cm a chwilę potem ryba 80+. Obie ryby z łowiłem na Stanleya a to, że kolor wymyślił mój syn jeszcze bardziej potęgowało moją radość.. Satysfakcja moja i Piotrka była nie do opisania. Od razu zadzwoniliśmy do Przemka i zaczęliśmy krzyczeć ze szczęścia, że jedzą go i że jest rozjebunda!!!

P: Debiut przynęty odbył się na naszych koleżeńskich zawodach. Szanse nie były równe, ponieważ kto nie miał tej gumy, ten nie łowił.

10. Czy macie w planach rozszerzenie oferty z przynętami ? Nowe kolory lub coś więcej niż gumy ?

D: Plany mamy bardzo obszerne. W międzyczasie udało nam się zrobić mniejszego Pike Tysona o długości 16 cm i wadze 33g. Nadal dopracowujemy formy do odlewania gum tak, aby robić przynęty unikalne w wielu barwach. W przyszłości na pewno będą jerki i Woblery.

B: Mamy plany na nowe przynęty (mało tego one już nawet są, ale wszystko po kolei). Już trwają próby tworzenia kolejnych cukiereczków, jednak każdy z nas ma sporo obowiązków i tematów do ogarniecia, dlatego spokojnie robimy swoje. Ma być fun i dobry wspólny vibe! Nic na siłę

P: Oczywiście, że rozszerzymy ofertę, na pewno kolorystyczną. Kształt, wielkość i praca są na tyle dobre, że nie ma co zmieniać. Będą gumy z plastisolu różnej twardości – do łowienia z ręki i do trollingu.